Jest tylko jedna recepta, żeby poprawić stan bezpieczeństwa na polskich przejazdach kolejowych: muszą one być konstruowane w ten sposób, by były „idiotoodporne”. Tak, by po prostu nie dało się na nich spowodować wypadku. Pierwszym krokiem byłoby stawianie zapór kolejowych. Tylko tak można uchronić życie i zdrowie ludzi. Zamiast tego kolej i władze wolą post factum przykładnie karać kierowców. Tyle, że to właśnie „post factum” oznacza, że nikomu to zdrowia ani życia nie zwróci…..

Wypadek co drugi dzień

W Polsce od lat dochodzi do największej liczby wypadków na przejazdach kolejowych w Europie. Średnio dochodzi do niego co drugi dzień, choć nie wszystkie są tak poważne i nagłaśniane przed media jak ten ostatni w Sokolnikach Suchych czy ten sprzed ponad roku w Nowej Suchej, równie spektakularny, choć dziś już zapomniany.

W Polsce są 4 kategorie przejazdów kolejowych, oznaczonych literami od A do D. Przejazdy najwyższej kategorii A (tam, gdzie natężenie ruchu jest największe) są najlepiej strzeżone, mają zapory przez całą szerokość drogi itd. Jest ich też najmniej i dochodzi na nich do najmniejszej liczby wypadków. Kolejne kategorie przejazdów są coraz słabiej zabezpieczone, aż do przejazdu kategorii D, gdzie jest tylko tzw. krzyżem św. Andrzeja i oprócz tego nie mają żadnych innych urządzeń czy zabezpieczeń. Takich przejazdów jest najwięcej i dochodzi na nich do największej liczby wypadków. Według danych Urzędu Transportu Kolejowego np. w 2023 r. miernik wypadków na przejazdach kat. A oraz B wyniósł odpowiednio 0.0047 i 0.0084, a kat. C i D odpowiednio 0,0181 i 0,0239. Co oczywiste im wyższa kategoria, tym lepiej zabezpieczony przejazd i tym mniej wypadków.

Przejazd w Sokolnikach Suchych, gdzie doszło do ostatniego wypadku był stosunkowo niskiej kategorii C i nie ma tam zapór kolejowych. Z kolei w Nowej Suchej, gdzie wcześniej doszło do wspominanego wypadku, zadziałały one w dziwny sposób, podniosły się one i po kilku sekundach opadły znowu. Co, zdaniem ekspertów, mogło wprowadzić kierowców w błąd.

Dla mnie jest to oczywisty dowód, co jasno wynika ze statystyk, że najskuteczniejszym sposobem zapobiegania wypadkom jest budowanie bezpiecznych, dobrze zabezpieczonych przejazdów kolejowych, np. z zamontowanymi tam zaporami. Nie da się ich przeoczyć , tak jak np. czerwonego światła i stanowią one rzeczywistą, fizyczną barierę dla kierowców, której raczej nie przekroczą.

To, co jest oczywiste dla mnie i niektórych ekspertów bezpieczeństwa drogowego nie jest oczywiste ani dla kolei a nie dla władz naszego Państwa. Zamiast budować bezpieczniejsze przejazdy kolejowe zarządca sieci kolejowej, PLK, woli instalować kamery (system Red Light), które mają rejestrować łamanie przepisów drogowych przez kierowców, a Państwo zapowiada zaostrzanie kar w takim wypadku, aż do utraty prawa jazdy.

Jedno i drugie jest bez sensu. Dlaczego? Wydaje się bowiem, że chodzi o to, żeby zapobiec powstaniu wypadku a tym samym chronić życie i zdrowie ludzi, pasażerów pociągów i kierowców. Natomiast karanie kierowców post factum nikomu życia czy zdrowia nie zwróci.

Nikt nie powoduje wypadku specjalnie

Oczywiście myśl jest taka, że groźba drakońskiej kary ma skłonić kierowców do ostrożności. Tylko, że takie myślenie w żaden sposób nie przekłada się na poprawę bezpieczeństwa ani na przejazdach kolejowych, ani w ogóle na drogach.

Dlaczego? Bo przepisy nie są żadną fizyczną barierą na drodze, one nikogo nie chronią. Służą jedynie do tego, żeby post factum ustalić odpowiedzialność i wymierzyć karę. Tyle, że ofiarom to nie zwróci ani życia ani zdrowia.

A po drugie i ważniejsze groźba wysokiej kary może działać odstraszająco jedynie w przypadku świadomych działań. Na zasadzie „wiem, ci mi grozi, więc tego nie robię”. Problem polega na tym, że do wypadków nie dochodzi na skutek takich właśnie działań, bo nikt przecież świadomie nie chce ich spowodować. Wypadki są zdarzeniami nagłymi i nieprzewidywalnymi. A nie da się przepisem zabronić powstawaniu zdarzeń, których się w żaden sposób nie kontroluje. A w Polsce o tym tak się nie myśli, tylko zawsze winą obarcza kierowcę, tak, jakby celowo chciałby on taki wypadek spowodować. A to nieprawda.

Oczywiście, że do wypadku może dojść na skutek zawinionego działania kierowcy, np. skrajnie nieodpowiedzialnego zachowania. Ale może też do niego dojść na skutek przyczyn od kierowcy niezależnych. W przypadku ostatniego wypadku w Sokolnikach Suchych kierowca tłumaczył się tym, że oślepiło go słońce. Może to prawda, a może nie, ale oczywiste jest, że do takiej sytuacji może dojść, bo słońce oślepia kierowców. Czy zwyczajnie kierowca może się zagapić. Jak zamierzamy temu zapobiec? Wprowadzimy przepis zabraniający oślepienia kierowców??? Czy zagapiania się? Oczywiste jest, że kierowca nie powinien tego zrobić, ale zawsze może do tego dojść, bo nie da się tego w jakikolwiek sposób kontrolować. Oczywiście można taki przepis wprowadzić, ale nie oznacza to, że słońce przestania oślepiać kierowców, przestaną się oni zagapiać i w ten sposób nie będzie dochodziło do wypadków.

Czas skończyć myśleć o kierowcach jako istotach zawsze przestrzegających przepisy drogowe i zawsze działających w optymalny sposób. Bo tak nie jest. Kierowcy również, jak każdy, mogą popełniać błędy (i je popełniają), bo np. właśnie oślepi go światło czy zwyczajnie się zagapi. Oczywiście można za to karać. Ale dużo ważniejsze jest to, żeby przewidzieć to, że kierowca taki błąd może popełnić i zrobić tak, że pomimo takiego błędu zawinionego czy nie, nie traciły zdrowia i życia inne osoby, np. pasażerowie pociągów.

Jak to zrobić? Jedyny sposób polega na tym, żeby w ten sposób skonstruować przejazdy kolejowe, czy w ogóle budować infrastrukturę drogową, żeby nie dopuścić do powstania wypadków drogowych. Albo przynajmniej, jeśli jest to niemożliwe, minimalizować ich skutki. Np. poprzez montowanie zapór drogowych. Jasne, fizycznie nie zatrzymają one rozpędzonego pojazdu. Ale też raczej nie da się ich nie zauważyć czy przegapić tak jak np. sygnalizatora z czerwonym światłem. Lub poprzez montaż na przejazdach kolejowych specjalnych czujników wykrywających przeszkody. Po prostu zamiast zwalać wszystko na kierowców musimy budować więcej bezpieczniejszych przejazdów kolejowych. Wydaje się że jest pewniejszy sposób gdyż po prostu na technice można polegać bardziej niż na zachowaniu kierowców. Zamiast tego po prostu trzeba stworzyć system, który fizycznie nie powozili kierowcy na wjazd, kiedy jest to niebezpieczne. I nie chodzi tu o to, żeby uchronić kierowców przed mandatami czy karami, po to jest rzecz absolutnie wtórna. Chodzi przede wszystkim o to, żeby chronić życie i zdrowie ludzi, pasażerów pociągów i kierowców.

Ale najwyższy czas zacząć myśleć w tych kategoriach o bezpieczeństwa ruchu drogowego: myśleć jak zapobiegać, a nie karać. Dlaczego tak się nie myśli? Bo tak jest zwyczajnie…taniej. Masowa modernizacja czy przebudowana przejazdów kolejnowo-drogowych to są miliardy złotych, których nie ma. O wiele taniej jest zmienić przepis i zabierać prawa jazdy kierowcom, bo to nie kosztuje budżet państwa nic. Oczywiście nie jest też skuteczne w sensie zapobiegania wypadkom do których dalej będzie dochodziło, dlatego konieczna jest narracja przerzucająca odpowiedzialność na kierowców. I to się dzieje już teraz. Kosztem życia i zdrowia ludzi, np. pasażerów pociągów.

Nikt nie wciąga wniosków

Inna sprawa jest taka, że nie wyciągamy żadnych wniosków z tych katastrof, które już się wydarzyły. Władze państwa i media żyją od katastrofy do katastrofy. Jak do niej dochodzi, to jest wielki szum, wszystkie media o tym trąbią, władze wykonują jakieś pozorowane działania typu zapowiedz zmian przepisów. Po czym wszystko przysycha, robi się cicho, aż do następnej katastrofy, w której giną ludzie i cykl się powtarza.

Podam najbardziej rażący przykład, o którym już zresztą wspomniałem. Pod koniec listopada 2024 r. doszło do wypadku na przejeździe kolejowym w Nowej Suchej. Tak się składa, ze zajmowałem się tym i napisałem o tym tekst (Rzeczpospolita, W Polsce do wypadku na przejeździe kolejowym dochodzi co drugi dzień, 9 stycznia 2025). Wypadek widziała cała Polska, bo był spektakularny, a wszyscy zapamiętali kierowcę ciężarówki, który machał rękoma na jadącą lokomotywę. I wszyscy obarczyli go winą.

Tymczasem zgodnie z prawem wypadek ten zbadała państwowa komisja, która wydała raport w tej sprawie. Wykazał on zaniedbania kolei w zakresie bezpieczeństwa. Np. PLK do tej pory nie zlikwidowała na takich przejazdach (kat. B) zapór wyjazdowych. Takie zalecenie Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych było już w 2018 r, ale kolej do tej pory tego nie zrobiła. Brak na przejazdach czujników wykrywających przeszkody, używanie tarcz ostrzegawczo przejazdowych (TOP), które nie gwarantują bezpieczeństwa na przejazdach. Mało tego, Komisja ta znalazła poważną wadę konstrukcyjną w popularnych jednostkach typu DART, zagrażającą bezpiecznemu maszynistów.

I co? I..nic. Zapewne mało kto do tego raporty nie zajrzał, a z całą pewnością nikt tego nie nagłośnił. Proponowałem to sam wielu redakcjom różnych mediów w Polsce, ale żadna nie była zainteresowana….

A teraz doszło do kolejnej katastrofy i znowu zrobił się hałas. Ale zaraz przycichnie i pewnie wszystko zostanie po staremu. Aż do kolejnej katastrofy, która zapewne jest nieuchronna…I wtedy wszystko się powtórzy. Tyle że ofiarom nikt życia i zdrowia nie zwróci.

Tomasz Bodył

 

Źródło zdjęcie: Państwowa Straż Pożarna.