Motocyklista stracił prawo jazdy a potem je odzyskał, mimo braku wyroku sądu. Malo tego, sąd jeszcze nawet się jego sprawą nie zajął. A wszystko to zgodnie z polskim prawem, bo żeby stracić prawo jazdy wystarczy tak naprawdę….słowo policjanta. A wyrok Trybunału Konstytucyjnego został po prostu…zignorowany. To po co nam w Polsce w ogóle sądy i tacy obrońcy Konstytucji? „Żyjemy w państwie opresyjnym” – uważa prof. Artur Mezglewski.

Jak stracić w Polsce prawo jazdy?

Zgłosił się do mnie motocyklista, któremu w terenie zabudowanym w okolicach Rzeszowa policja zmierzyła prędkość 101 km/h. Odmówił on przyjęcia mandatu, bo po pierwsze miał wątpliwości, czy pomiar był właściwy. A po drugie był w grupie innych motocyklistów, więc chciał mieć pewność, że radar zmierzył akurat jego prędkość.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami policja na miejscu zatrzymała mu prawo jazdy, a wobec nieprzyjęcia mandatu skierowała wniosek o ukaranie do sądu. A także do starosty o zawieszenie uprawnień do kierowania pojazdem na 3 miesiące. Kierowca twierdzi, że nigdy takiej decyzji nie dostał. Mimo to w aplikacji mObywatel zobaczył, że jego prawo jazdy ma status zatrzymanego. A po trzech miesiącach już tego statusu nie było.

Warto podkreślić, że wszystko to działo się w sytuacji, kiedy jego sprawą o wykroczenie drogowe sąd jeszcze nawet nie zdążył się zająć. Nie został nawet wyznaczony termin pierwszej rozprawy.

Jak to możliwe? Zarówno rzeszowska policja jak i wydział komunikacji rzeszowskiego urzędu miejskiego, gdzie toczy się ta sprawa, odmawiają udzielenia informacji, zasłaniając się ochroną danych osobowych. My jednak prześledziliśmy tę sprawę i okazuje się, że wszystko to wydarzyło się zgodnie z obwiązującymi w Polsce przepisami. Takimi, że tak naprawdę do tego, żeby kierowca stracił prawo jazdy na 3 miesiące wystarczy …słowo policjanta i jedynie domniemanie popełnienia wykroczenia. I jest to poza wszelką kontrolą. Takie właśnie w Polsce mamy prawo.

– Zawsze mówiłem, że żyjemy w państwie opresyjnym.  Byłem jednym z tych, którzy protestowali w mediach przeciwko wprowadzaniu przepisów o zatrzymaniu prawa jazdy bez kontroli sądu – komentuje prof. Artur Mezglewski, prawnik, prezes zarządu Stowarzyszenia Prawo na Drodze.

Do zatrzymania prawa jazdy…nie potrzeba żadnej decyzji

Na czym polega problem? Po pierwsze na złych przepisach, a po drugie na ociężałej i niewydolnej machinie urzędniczo-biurokratyczniej. Kierowca faktycznie traci prawo jazdy wyłącznie na…słowo policjanta. I nie może z tym nic zrobić – ani się od tego odwołać ani w jakiś sposób to zaskarżyć.

Sama czynność zatrzymania prawa jazdy przez Policję ma charakter materialno-techniczny, wynika z ustawowego obowiązku funkcjonariusza i nie stanowi decyzji administracyjnej. Tym samym nie podlega ona zaskarżeniu. Środek odwoławczy przysługuje natomiast od decyzji starosty wydanej w trybie administracyjnym w przedmiocie zatrzymania uprawnień do kierowania pojazdami, co leży w wyłącznej gestii tego organu – informuje podkom. Iwona Kijowska, z wydz. prasowo-informacyjnego Komendy Głównej Policji.

A przecież zawsze może się zdarzyć, że policjant na miejscu popełni jakiś błąd czy zawiedzie urządzenie pomiarowe. Problem jednak w tym, że najpierw kierowca prawo jazdy traci, a dopiero później rusza, i to nieśpiesznie, cała procedura administracyjna. Zresztą pisałem o tym już wielokrotnie na łamach Gazety Wyborczej czy swoim blogu. Mimo działań Sądu Najwyższego i wyroku Trybunału Konstytucyjnego nadal wygląda to dramatycznie źle. Przeanalizujmy to jednak krok po kroku.

Od dawana wiadomo, że nieważne z jaką prędkością kierowca jedzie, ważne ile zmierzy mu policja czy fotoradar. W takim przypadku przepisy są jasne:

– Policjanci są zobligowani do zatrzymania prawa jazdy za pokwitowaniem w przypadku m.in. ujawnienia czynu polegającego na kierowaniu pojazdem z prędkością przekraczającą dopuszczalną o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym. Pokwitowanie zatrzymania prawa jazdy z tej przyczyny uprawnia do kierowania pojazdem w okresie 24 godzin od chwili zatrzymania. (…) Policja przekazuje informację o zatrzymaniu prawa jazdy albo tymczasowego elektronicznego prawa jazdy do centralnej ewidencji kierowców oraz według właściwości sądowi uprawnionemu do rozpoznania sprawy o wykroczenie lub prokuratorowi, niezwłocznie, jednak nie później niż w terminie 7 dni od dnia zatrzymania prawa jazdy albo tymczasowego elektronicznego prawa jazdy na piśmie utrwalonym w postaci papierowej albo elektronicznej oraz staroście – niezwłocznie, jednak nie później niż w dniu zatrzymania prawa jazdy albo tymczasowego elektronicznego prawa jazdy – informuje nas kom. Mariusz Kurczyk nacz. Wydz. Prasowo-Informacyjnego Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji.

Co dalej się dzieje policji już nie interesuje:

– Policja co do zasady nie jest uprawniona do komentowania pracy i orzeczeń sądów ani organów administracji państwowej. Dalsze czynności administracyjne w takich sprawach są niezależne od Policji – mówi mi kom. Kurczyk.

Jednak to co się dzieje jest kluczowe w takich sprawach. Tak naprawdę rozpoczynają się dwa postępowania: karne w sprawie o wykroczenie drogowe w sądzie oraz administracyjne prowadzone przez starostę dotyczące uprawnień. Jeśli sąd nie zdąży rozpatrzeć sprawy w ciągu 3 miesięcy od zatrzymania prawa jazdy, zostaje ono zwrócone kierowcy. I tak właśnie stało się w tym przypadku.

Kluczowe jest jednak postępowanie administracyjne w sprawie uprawnień prowadzone przez starostę. I temu właśnie warto przyjrzeć się bliżej.

 

Starosta robi co może. Czyli niewiele, a właściwie nic….

Tak się składa, że tym zagadnieniem zajmowałem się już wielokrotnie i opublikowałem wiele tekstów w tej sprawie głównie na łamach Gazety Wyborczej i na swoim blogu. Również na własnym przykładzie. Są one powszechnie dostępne w internecie.

Jeszcze do niedawna było tak, że po otrzymaniu od policji informacji o przekroczeniu prędkości i zatrzymaniu prawa jazdy starosta automatycznie wydawał decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy na 3 miesiące.

Dlaczego? Bo przepisy nie pozwalały staroście, ani żadnym innym organom administracyjnym (Samorządowemu Kolegium Odwoławczemu, Wojewódzkim czy Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu) badać ustaleń policji. Oznaczało to, że w zasadzie kierowca nie miał żadnej realnej szansy na odwołanie się i podważania tej decyzji. W tym czasie kierowca i tak nie mógł jeździć, gdyż policja prawo jazdy zatrzymywała na miejscu na podstawie rygoru natychmiastowej wykonalności

Oczywiście było to niezgodne z prawem, m. in. z Konstytucją, która gwarantuje możliwość postępowania odwołania się do wyższej instancji. Opisałem to w Gazecie Wyborczej (Ja, Józef K. straciłem prawo jazdy. Proces trwa, GW, 14.05.2021). W końcu dostrzegły to też władze i również w 2021 I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska zaskarżyła te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego. A ten w 2022 r. orzekł, że starosta nie może zatrzymywać prawa jazdy jedynie na podstawie wniosku policji.

Postępowanie administracyjne jest odrębne i nie czeka na wyrok za wykroczenie. Po wyroku TK z 13.12.2022 r. starosta nie może jednak opierać się „automatycznie” wyłącznie na informacji policji – powinien wykonać podstawowe ustalenia – ale nadal może i ma obowiązek wydać decyzję (z rygorem natychmiastowej wykonalności) – mówi Piotr Jóżwiak, prawnik z Uniwersytetu SWPS.

– Trybunał Konstytucyjny (…) jedynie uznał, że podstawą takiej decyzji, nie może być wyłącznie informacja organu kontroli ruchu drogowego dotycząca ujawnienia tego ewentualnego przekroczenia prędkości, a więc strona powinna mieć możliwość w toku postępowania administracyjnego podważenia prawdziwości ustaleń faktycznych poczynionych przez organ kontroli ruchu drogowego w sporządzonej przez niego „informacji”, co winno realizować zasady postępowania administracyjnego, takie jak chociażby zasada prawdy materialnej, aktywnego udziału strony w postępowaniu oraz zasady swobodnej oceny dowodów (..) W uprzednim stanie prawnym, przed wydaniem wskazanego wyroku TK, orzecznictwo stało na stanowisku, że organ o zatrzymaniu prawa jazdy orzekał wyłącznie w oparciu o przekazaną informację – komentuje dr Marcin Kamiński, adwokat, członek Zespołu ds. relacji z mediami przy Naczelnej Radzie Adwokackiej.

Tak tez się stało, przynajmniej teoretycznie, w sprawie naszego motocyklisty:

Po wykonaniu czynności wyjaśniających i sprawdzających wydawana jest stosowna decyzja w zależności od poczynionych ustaleń – czytamy w odpowiedzi wydz. Komunikacji UM w Rzeszowie, gdzie pytaliśmy o sprawę naszego czytelnika.

Kluczowe pytanie jednak brzmi jak wyglądały te czynności wyjaśniające i sprawdzające? Zadaliśmy to pytanie, ale rzeszowski magistrat już na nie odpowiedział.

I na tym właśnie polega problem, który jest dyskutowany od bardzo dawna i, o ile wiem, nadal nie doczekał się rozstrzygnięci: jak niby starostowie (a właściwie ich urzędnicy) mają to robić? Jakie mają narzędzia i możliwości, żeby weryfikować ustalania policji? Można powiedzieć, że realnie żadnych, w związku z tym wszystko zostało bez zmian. Jak pokazuje m. in. historia naszego czytelnika nadal do zatrzymania prawa jazdy wystarczy jedynie twierdzenie policjanta, że przekroczyliśmy prędkość w terenie zabudowanym o 50 km/h.

Tak widzi to prof. Mezglewski:

– Automatyzm nie został podważony. W Kodeksie Postępowania Administracyjnego mamy podział na decyzje związane i decyzje uznaniowe. To nadal jest decyzja związana. Żadnego postępowania dowodowego się nie prowadzi. Zresztą kto miałby go prowadzić? Te panie w starostwach posiadają tylko dwie umiejętności: potrafią przybić stempel i zrobić kopij-wklej z jednej decyzji do drugiej. Skutkiem orzeczenia TK jest zawieszanie postępowań. A nikt się nie skupił nad tym, że w czasie zawieszenia postępowania zatrzymane prawo jazdy pozostaje nadal zatrzymane. W tym kraju trzeba umieć żyć. naturalnie się tej umiejętności nie nabywa…- ocenia prawnik.

Zapytaliśmy zarówno MSWiA, Ministerstwo Infrastruktury jak i Komendę Główną Policji czy po wspomnianym wyroku Trybunały Konstytucyjnego zmieniły się w jakiś sposób przepisy dotyczące zatrzymania prawa jazdy.

Orzeczenie to dotyczyło przede wszystkim kwestii proceduralnych związanych z postępowaniem administracyjnym prowadzonym przez starostów, nie uchylając jednocześnie przepisu nakazującego Policji zatrzymanie dokumentu prawa jazdy w przypadku ujawnienia wskazanego wykroczenia – mówi nam podkom. Kijowska z KGP.

Podobnie odpowiedziało MSWiA:

– Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2022 r. odnosi się do czynności podejmowanych przez starostę w zakresie wydania decyzji administracyjnej w związku z zatrzymanym prawem jazdy. Nie ma on jednak wpływu na czynności służbowe funkcjonariusza policji, który realizuje zatrzymanie prawa jazdy za pokwitowaniem. Wyjaśniamy także że kwestia zmiany tych przepisów jest poza właściwością MSWiA. W kwestii możliwych działań starosty prosimy o kontakt z Ministerstwem Infrastruktury. – pisze biuro prasowe tego resortu.

A Ministerstwo Infrastruktury przyznaje, że po wyroku TK w przepisach nic się nie zmieniło.

– Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące administracyjnego zatrzymania prawa jazdy nie zostały jeszcze znowelizowane w następstwie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2022 r. (sygn. akt K 4/21). Wyrok ten pozostaje jednak istotnym punktem odniesienia dla dalszych prac legislacyjnych. (….)Planowane zmiany będą opracowywane z uwzględnieniem nowych regulacji wynikających z dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 22 października 2025 r. w sprawie praw jazdy – informuje Anna Szumańska rzecznik prasowy tego resortu.

Co ciekawe istnieje przecież możliwość, że kierowca stracił prawo jazdy na trzy miesiące, a następnie, kiedy sprawa w końcu trafi na wokandę, sąd może go przecież…..uniewinnić. I co wtedy?

– Wtedy istnieje droga do wznowienia postępowania administracyjnego i uchylenia decyzji (a w razie szkody – roszczeń odszkodowawczych). Sam 3-miesięczny okres, jeśli już upłynął, co do zasady nie „oddaje” czasu, ale uniewinnienie otwiera formalną drogę do naprawienia skutków (np. odszkodowanie itd.) – mówi Paweł Jóżwiak.

Konia z rzędem jednak temu, kto w takiej sytuacji będzie się sądził ze skarbem Państwa o odszkodowania. I taką sprawę wygra. Ale i tak takie ewentualne odszkodowane wielu osobom nie wyrówna 3 miesięcy bez możliwości prowadzenia samochodu. Są osoby, dla których poruszania się autem jest niezbędne z powodów życiowych czy zawodowych.

Na co komu obecnie prawo jazdy?

W tle tych rozważań warto poruszyć jeszcze jeden temat kompetentnie nieobecny w mediach, a może właśnie tu jest sedno tego problemu. Nieco tylko przewrotnie można zapytać czy bez prawa jazdy można prowadzić pojazd? I moim zdaniem jest to tylko pozornie głupie pytanie.

Nie ma jednolitości stanowisk w tej kwestii. Zależy kogo Pan spyta… Policja zapewne twierdzi, że nie można – uważa prof. Mezgelewski.

Rzecz w tym, że trzeba odróżnić dwie rzeczy: prawo jazdy oraz uprawienia do prowadzenia pojazdu. Wbrew pozorom nie jest to to samo. Prawo jazdy jest bowiem jedynie dokumentem poświadczającym posiadane uprawniania. A brak prawa jazdy (dokumentu) wcale nie oznacza, że nie mamy uprawnień.

Najprościej wyjaśnić to na przykładzie z czasów, kiedy jeszcze trzeba było mieć fizycznie prawo jazdy przy sobie. To, że np. podczas kontroli kierowca nie miał tego dokumentu przy sobie (bo np. zapomniał wziąć go z domu) wcale nie oznaczało, że tym samym stracił uprawnienia do kierowania pojazdami. Jest to o tyle istotne, że o zatrzymaniu prawa jazdy podczas kontroli decyduje policjant, ale o uprawnieniach już nie, nadawanie, odbieranie czy wstrzymywanie uprawnień to już kompetencja starosty.

Dlaczego to takie ważne? Bo obecnie, kiedy prawo jazdy w zasadzie funkcjonuje już w obiegu elektronicznym dokument ten przestał mieć znaczenie. W zasadzie jakiekolwiek.

Co, jak się okazuje ma swoje konsekwencje prawne. Pamiętacie słynne tzw. sprawy o 50 gr.? W bardzo dużym skrócie chodziło w nich o to, że żeby odzyskać prawo jazdy po 3 miesiącach trzeba było w wydziale komunikacji wnieść opłatę ewidencyjną w wysokości właśnie 5o gr. Jeśli się to zrobiło w CEPIK-u znikał zapis o zatrzymana prawa jazdy. Niestety, wielu kierowców o tym nie wiedziało, co policja traktowało jako jazdę bez uprawnień, za co groziły srogie kary. I wielu kierowców je poniosło. Czyli kierowca mimo, że cały czas prawo jazdy miał w kieszeni i tak musiał wystąpić do urzędu o jego zwrot.

Ta sytuacja dotknęła i mnie. Opisałem to i nieskromnie ale prawdopodobnie zgodnie z prawdą uważam, że to doprowadziło ostatecznie do zmiany tego idiotycznego przepisu. Obecnie prawo jazdy wraca do kierowcy automatycznie po 3 miesiąc.

Mówię o tym dlatego, że w mojej sprawie sąd ostatecznie orzekł, że o moich uprawnieniach nie decyduje policja, ale starosta. Natomiast to co ma policja w CEPIK-u ma wartość jedynie informacyjną.

Doszło też do absurdalnej sytuacji, kiedy po uiszczeniu tych 50 gr., zgodnie z literą prawa, zażądałem zwrotu mojego prawa jazdy. Które cały czas miałem w kieszeni, bo obecnie zatrzymuje się je jedynie elektronicznie. Uzasadniałem, że przecież 50 gr zapłaciłem, a czynność zwrotu nie nastąpiła….W końcu urząd mi odpisał, że prawo jazdy zostało mi zwrócone, poprzez umieszczenie informacji o zwrocie w CRPIK-u…. Co oczywiście nie miało najmniejszego sensu i pewnie dlatego ten przepis już nie obowiązuje.

To pokazuje jednak absurd sytuacji, kiedy w przepisach funkcjonuje po staremu pojęcie „prawa jazdy”, mimo, że w zasadzie sam dokument praktycznie wyszedł już z obiegu, oraz pojęcie „uprawnień do kierowania pojazdami”. W każdym razie prawo jazy staje się na naszych oczach czym archaicznym, na rzecz zapisu elektronicznego. Co gorsza jednak, tymi pojęciami posługują się różne instytucje, które nie są w stanie sprawnie się porozumieć i skoordynować swoje działania.

Być może czas już najwyższy żeby wszystkie sprawy związane z uprawnianiami do kierowania znalazły się w jednym ręku i posługiwać się tylko tą kategorią, rezygnując z archaicznego i powoli zbędnego pojęcia „prawa jazdy”. Co ograniczyło by biurokrację i znacznie ułatwiło życie kierowcom. I być może właśnie dlatego pewnie szybko się nie ziści.

Zdjęcie: Wygenerowano przez AI