Konieczność wprowadzania asystencji osobistej uzasadnia się tym, że dzięki temu osoby niepełnosprawna będą mogły być niezależne i samodzielne. Nie mogę jednak zrozumieć, że nikt do tej pory nie zauważył w tym stwierdzeniu elementarnej sprzeczności. Przecież korzystanie z asystencji jest właśnie zaprzeczeniem samodzielności i niezależności.
Asystent potrzebny do samodzielności?
Przyjęty właśnie przez Komitet Stały Rady Ministrów projekt ustawy o asystencji osobistej ma już długą historię. Prace nad nią trwają od ubiegłego roku, a w tym czasie mieliśmy kilka protestów środowisk osób niepełnosprawnych, które się o nią upominały. Ostatni, nagłośniony przez media, miał miejsce w sierpniu tego roku.
Ustawa ma wprowadzić usługę asystencji osobistej po to, żeby osoby niepełnosprawne stały się….samodzielne i niezależne. W zasadzie jest to jedyne uzasadnienie. I do tego właśnie potrzebni są opłacani przez państwo asystenci. I tu właśnie zaświeciła mi się czerwona lampka. Przecież na tym właśnie polega samodzielność i niezależność, że polega się na sobie. A jeśli potrzebna jest pomoc asystenta, to jest najlepszy dowód, że ktoś samodzielny nie jest. Nie mogę uwierzyć, że nikt, ani politycy, ani media, do tej pory tego nie zauważyli.
Ja sobie tego nie wymyśliłem. Tak rzeczywiście jest. W myśl projektu ustawy o asystencji osobistej o wprowadzenie których zabiegają aktywiści społeczni, poleganie na asystencie (drugiej osobie) ma być wyrazem samodzielności. Na stronach rządowych o tym projekcie czytamy tak: „Podstawowym celem projektu Ustawy o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami jest systemowe uregulowanie dostępu do tej formy wsparcia, niezbędnej dla możliwości realizacji prawa do niezależnego życia osób wymagających intensywnego wsparcia (persons with high-support needs)”. Czy „niezależne życie” w sposób oczywisty nie jest sprzeczne ze „intensywnym wsparciem”? Czy ktoś samodzielny z definicji żadnego wsparcia nie potrzebuje, tym bardziej intensywnego?
Niestety, media w Polsce mamy takie, że nikt tego nie wychwycił, chociaż rozmawiałem na ten temat z kilkoma redaktorami. Nie dotarło. I tak np. OKO.press pisze tak w rozdziale, nomen omen „Niezależne życie”: „Czym w ogóle jest asystencja osobista. To bezpośrednie, indywidualne wsparcie osoby z niepełnosprawnością, które ma jej pomóc prowadzić niezależne życie. Niezależne życie nie oznacza, że osoba z niepełnosprawnością wszystko ma robić sama, ale że ma taki sam zakres samostanowienia i kontroli nad swoim życiem jak osoba bez niepełnosprawności” (Rządowa ustawa o asystencji osobistej. Zaskakująco śmiały krok w dobrym kierunku, okopress.pl, 21 stycznia 2025). W podobnym tonie wypowiadały się też inne wiodące media ogólnopolskie.
Nigdy nie przypuszczałem, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć, ale najwyraźniej się myliłem. Powtórzmy: otóż samodzielność oznacza właśnie, że robi się coś samemu, nie trzeba polegać na nikim innym. Podobnie z niezależnością. Jeśli więc niepełnosprawny będzie zdany na asystenta osobistego, to zaprzecza to właśnie samodzielność i niezależność. Wydaje mi się to aż nadto logiczne. Ustawa sprawi, że niepełnosprawny będzie jeszcze mniej samodzielny. Bezpośrednio stanie się zależny od swojego asystenta, a pośrednio od Państwa systemu, który to finansuje.
Oczywiście można podnieść argument (jak w przytoczonym wyżej tekście), że to nie chodzi o jakieś wykonywania prostych czynności ale o „samostanowienie” i „kontrolę nad życiem”. Tak? Samostanowienie to nic innego jak samodzielne podejmowanie decyzji. Więc co do tego ma obecność asystenta? Jak asystent osoby niepełnosprawnej ma jej pomóc w „samostanowieniu” – samodzielnym podejmowana decyzji?
Zresztą kompletnie nie na tym to polega. Pełnomocnik Rządu do Spraw Osób Niepełnoprawnych wyjaśnia dokładne czym asystencja jest: „To wspieranie w codziennych czynnościach, których osoba nie może wykonać samodzielnie, np. ubieranie się, czynności pielęgnacyjne, wyjście z domu, przemieszczanie się po mieście, podawanie leków, robienie zakupów, utrzymywanie relacji ze znajomymi, wykonywanie pracy zawodowej”. Dla mnie jest to przedziwne tłumaczenie. Wynika z tego, że ktoś jest samodzielny wtenczas, kiedy to, czego nie potrafi zrobić, wykonuje za niego ktoś inny….Przedziwne rozumienie samodzielności, ale tak właśnie z tego wynika.
I co taka pomoc w codziennych czynnościach ma wspólnego z „samostanowień” czy „kontrolą nad własnym życiem”?
Dwóch pracowników zamiast jednego
Kolejnym poziomem, który ma uzasadniać wprowadzanie tej ustawy jest to, że dzięki asystencji osobistej osoby niepełnosprawne będą mogły pracować. Szczerze? Tego też kompletnie nie rozumiem. Wnika z tego, że do wykonania określonej pracy zamiast jednej, potrzebne będą dwie osoby: niepełnoprawny faktycznie wykonujący pracę oraz asystent, dzięki któremu będzie to możliwe. Nie wydaje mi się, że zatrudniania dwóch osób do pracy, którą może wykonać jeden pracownik miało jakikolwiek sens, przede wszystkim ekonomiczny. Ale jak najbardziej się wydaje, że z pracy powinien wynikać jakiś pożytek (który przekłada się na zysk), a nie po prostu wykonywanie jakichkolwiek czynności po to, żeby je jedynie wykonywać.
Nie jestem ekspertem od pomocy społecznej i nie neguje tego, że być może osoby niepełnosprawne faktycznie potrzebują takiej pomocy od Państwa. Ale chodziłem do szkoły na tyle dawno, że szkolnictwo nie zajmowało się jeszcze ideologią, a szkoły i uniwersytety przekazywały podstawową wiedzę o świecie, a także uczyły myślenie i logicznego wyciągania wniosków. Nauczyły mnie, że najważniejsze co trzeba robić to jest badanie uzasadnienia jakieś tezy. Czy jest logiczne a przede wszystkim wewnętrznie niesprzeczne. Uzasadnienie tej ustawy w żadnym stopniu nie spełnia tych kryteriów, a wręcz jest kompletnie idiotyczne. Na tyle, że cala ta ustawa wydaje się pozbawiona sensu.
Zdjęcie: Pixabay
Najnowsze komentarze