Zdjęcie: Zatrzymanie przez policję domniemanego sprawcy potrącenia 14-latka na warszawskiej Woli. Źródło: KSP
Tomasz Bodył
– Państwo musi działać szybko i bezwzględnie – powiedział minister Gawkowski w reakcji na głośny wypadek w Warszawie, w którym zginął 14 – latek. Szkoda jednak, że szybkość i bezwględność jest ważniejsza od mądrości, bo na razie wykazał on jedynie dobitnie bezdenną głupotę Państwa w kwestii bezpieczeństwa na naszych drogach. I nie chodzi nawet o to, że jego rozwiązanie nie może być skuteczne. Jest znacznie gorzej – jest w ogóle nie na temat.
Śmiertelnym potrąceniem 14- latka w Warszawie na przejściu dla pieszych przez kuriera, który wcześniej stracił prawo jazdy żyła cała Polska i wszystkie media. W reakcji na ten wypadek minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, również relacjonowanej przez najważniejsze media, zaprezentował następujące rozwiązanie: ułatwienie firmom sprawdzanie uprawnień ich kierowców w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPIK). I tyle.
Żeby wykazać idiotyzm tego rozwiązania wystarczy zadać jedno kluczowe pytanie: jaki niby jest związek między tym, że firmy będą mogły łatwiej sprawdzać uprawnienia kierowców, a tym, że nie będzie dochodziło do śmiertelnych potrąceń na przejściach dla pieszych? Otóż jedno z drugim nie ma absolutnie nic wspólnego. Ale oczywiście takie pytanie nie padło.
Jak rozumiem tok myślenia ministra cyfryzacji jest taki, że przyczyną wypadków drogowych jest brak łatwego dostępu firm do bazy CEPIK. I właśnie dlatego 14 – latek zginął na przejściu dla pieszych. Teraz firmy będą mogły łatwo sprawdzić uprawnienia swoich kierowców, więc wypadki drogowe przestaną się zdarzać.
Nie potrafię pojąć, jak można wymyślić coś tak bezdennie głupiego. Czy ministrowi cyfryzacji Gawkowskiemu przyszło w ogóle do głowy, że przecież ten sam kierowca mógł spowodować wypadek jadąc prywatnym samochodem. I co wtedy? Jak to jego rozwiązania ma niby pomóc? A może nie wie Gawkowski, że sprawcami śmiertelnych potrąceń są również zwykli kierowcy prywatnych samochodów mający prawa jazdy? Bo takich przypadków jest przecież mnóstwo.
Rozumiem, że w wizji ministra Gawkowskiego wypadki powodują wyłącznie kurierzy, względnie inni kierowcy, którzy zarabiają za kółkiem. Bo tylko ich da się sprawdzić w zaproponowany przez niego sposób. A co z innymi kierowcami, którzy przecież też powodują tragiczne, śmiertelne wypadki? Również tymi, którzy jeżdżą bez uprawnień?
Życie od razu brutalnie zweryfikowało wartość tego rozwiązania. Już po tych opisywanych wydarzeniach, w piątek, 10 stycznia 2025 r. , na czołówki wszystkich ogólnopolskich mediów trafiło potrącenia na pasach 6 – latka w Piaskach niedaleko Grudziądza. Kierowca jechał prywatnym samochodem i miał uprawniania. Jak maiłoby temu zapobiec rozwiązania z wielką pompą ogłoszone przez ministra Gawkowskiego?
Wystarczyło tych kilka elementarnych pytań, żeby pokazać jak na dłoni kompletny bezsens tego rozwiązania i tego rozumowania w ogóle. Ale nikt jakoś nie zadał sobie trudu, żeby je zadać.
Oczywiście na poziomie technicznym to rozwiązanie jest równie absurdalne. Ponieważ sprawcą tego wypadku był kurier, politycy i media w owczym pędzie rzucili się na firmy kurierskie. Ale prawda jest taka, że to niewielki ułamek spośród rzeszy osób, które codziennie wyjeżdżają na nasze drogi, żeby zarobić na chleb. Szacuje się, że obecnie zawodowych kierowców jest w Polsce około 600 tys. (z czego połowa obsługuje transport międzynarodowy, ale siłą rzeczy również oni jeżdżą po naszych drogach). Serio minister Gawkowski uważa, że 600 tys. osób będzie dzień w dzień kontrolowanych przez swoich pracodawców??? Otóż ja już teraz mogę powiedzieć, ze to się nie uda. Tym bardziej, że już teraz przecież firmy mogą mieć wgląd do CEPIK-u. Ale jakoś z tego nie korzystają.
Załóżmy jednak, że będziemy mieli kolejny cud nad Wisłą, tym razem spod znaku ministra cyfryzacji Gawkowskiego i 600 tys. osób będzie miało dzień w dzień sprawdzane uprawnienia do kierowania pojazdami. Tylko co dalej? Czy posiadanie uprawnień daje gwarancję, że kierowca wypadku nie spowoduje, nikogo nie potrąci? Wiemy, że nie. To po co to wszystko? Czy serio minister Gawkowski uważa, ułatwienie firmom dostępu do CEPIK-u spowodowuje spadek liczby potrąceń pieszych, na pasach, czy wypadków w ogóle???
Co ciekawe przecież pozwalamy całkowicie legalnie jeździć po naszych drogach kierowcom, którzy prawo jazdy stracili. Jak? Otóż jeśli policja zatrzyma komuś prawo jazdy na drodze, wystawia mu pokwitowanie, na mocy którego może on jeszcze jeździć przez dobę, chociaż prawo jazdy stracił. No więc taki kierowca stanowi zagrożenie czy nie? Powinien jeździć czy nie? Czy sam fakt posiadanie prawa jazdy ma w takim związek z bezpieczeństwem czy nie? Na te wszystkie pytania warto przynajmniej poszukać odpowiedzi.
Żeby jeszcze skomplikować sprawę: prawo jazdy i uprawnienia do kierowania pojazdami to dwie różne rzeczy. Policja może na drodze zatrzymać kierowcy prawo jazdy, ale o uprawnieniach decyduje starosta. Ale to chyba zbyt wysoki poziom rozważań i abstrakcji jak na poziom naszych mediów…
Nikt też nie zadał sobie trudu, żeby zastanowić się nad inną kluczową kwestią. Otóż nie bez powodu kilka razy podkreśliłem, że Krzysztof Gawkowski jest ministrem cyfryzacji. Tymczasem, z tego co mi wiadomo, transportem i bezpieczeństwem na drogach zajmuje się minister infrastruktury. Jest on również przewodniczącym działającej w strukturach tego resortu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Prześledźmy zatem co ma w tej sprawie do powiedzenia minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Nie zajmie nam to dużo czasu, bo na on w tej sprawie do powiedzenia….nic.
Z jakiegoś dziwnego powodu nadzorem nad ruchem drogowym zajmuje się również (poprzez policję) MSWiA. Co ma do powiedzenia w tej sprawie jego szef Tomasz Siemoniak? Również nic. Minister Sprawiedliwości? Też nie.
Mówię „z dziwnego powodu” bo mamy w Polsce dwie rożne instytucje zajmujące się z grubsza tym samym, czyli nadzorem nad ruchem drogowym czyli Inspekcję Transportu Drogowego podległą resortowi infrastruktury oraz „drogówkę” podlegającą MSWiA. Oczywiście jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby skupić całość nadzoru w jednych rękach, ale przecież żaden z ministrów dobrowolnie nie zrezygnuje z części swojej władzy. Więc mamy do czynienia z kolejnym absurdem, ale o tym też się jakoś specjalne nie mówi.
Jeżeli zatem za bezpieczeństwo na drogach odpowiada resort infrastruktury pospołu z MSWiA, to czy ktoś mógłby mi w końcu wyjaśnić do diabla, dlaczego tym wypadkiem zajmuje się minister cyfryzacji???? Ale jakoś tego pytania też nikt nie zadał….
Dlaczego tak się dzieje i z czego to wynika? Pisałem o tym wielokrotnie: bo Państwo nie ma zielonego pojęcia o bezpieczeństwie ruchu drogowego i nie potrafi nim zarządzać. Ale jednocześnie wypada coś zrobić w reakcji na takie tragiczne zdarzania więc urządza się taki teatrzyk, jak np. ten ministra Gawkowskiego w nadziei, że ciemny lud to kupi. I niestety kupuje. Między innymi dlatego, że przedstawiciele tzw. mediów zamiast robić swoją robotę, czyli zadawać kluczowe pytania, takie jak powyżej, łykają wszystko jak leci z ust przedstawicieli władzy, nie zadając sobie trudu wykrzesania z siebie jakiekolwiek refleksji w tej sprawie i zadania elementarnych pytań.
Tymczasem trzeba sobie uświadomić brutalną prawdę: bezpieczeństwo ruchu drogowego nie jest kwestią przepisów, lecz tego, co się faktycznie dzieje na drodze. Jakiekolwiek przepisy służą jedynie do tego, żeby już po wypadku ustalić odpowiedzialność i wymierzyć karę. Ale to nikomu życia i zdrowia nie zwróci.
Dlaczego jakiekolwiek przepisy są nieskuteczne i nie są w stanie zapewnić nam stuprocentowego bezpieczeństwa na drodze? Bo wypadki są to ze swej natury zdarzenia nagłe i nieprzewidywalne, a regulacje prawne chronią nas jedynie w pewnym stopniu przed celowym działaniem. Żaden kierowca nie planuje spowodowania wypadku. Często są one skutkiem jakiś przypadkowych zbiegów okoliczności, a raczej nie da się np. do nikogo włamać i okraść przez przypadek.
Czy to, że sprawca tego konkretnego wypadku był kurierem i nie miał uprawnień było jego przyczyną? Na pewno nie – sprawcą wypadku może w najmniej oczekiwanym memencie stać się każdy kierowca, wykonujący jakikolwiek zawód, albo będący już dawno na emeryturze. Czy to, że ktoś ma ważne uprawnienia do kierowania pojazdami daje nam gwarancję, że nie spowoduje wypadku? Wiemy, że też nie. Tym bardziej, że jeszcze nie niedawna żyliśmy w kraju, gdzie prawo jazdy można było stracić nie za niebezpieczną jazdę, ale np. dlatego, że nie zapłaciło się w wydziale komunikacji opłaty ewidencyjnej w wysokości….50 gr. Pisałem o tym wielokrotnie i myślę, że dzięki tym publikacjom te bezsensowne przepisy niedawno się w końcu zmieniły.
Jakiekolwiek regulacje prawne dotyczące jakiś wybranej grupy kierowców, a nie wszystkich, są kompletnie bez sensu. Czy zatem jesteśmy skazani na wypadki i nie da się ich wyeliminować? Brutalna prawda jest taka, że raczej będzie do nich dochodziło zawsze, póki poruszamy się samochodami i niezależnie od szopek urządzanych przez ministra cyfryzacji Gawkowskiego.
Nie oznacza to jednak, ze nie możemy nic w tej sprawie robić. Oczywiście, że trzeba, ale nie ma poziomie przepisów tylko konkretnych działań na drogach. Czyli poprawiać organizację ruchu drogowego, separować (oddzielać) ruch pieszych i pojazdów (np. za pomocą przejść podziemnych czy kładek, gdzie po prostu fizyczny kontakt między pojazdem a człowiekiem jest niemożliwy) itd. itd.
Przebudowa infrastruktury drogowej wymaga w skali kraju olbrzymich środków i wiedzy, co z nimi zrobić. I dlatego właśnie się tego nie robi, bo tych pieniędzy zwyczajnie nie ma. Wiedzy i woli też nie. Teatrzyk ministra Gawkowskiego wychodzi zdecydowania taniej, mimo, że jest jedynie pozorowaniem jakiś działań, bez szans na żadną realną poprawę na drogach i na zapobieżenie takim wypadkom w przyszłości. Ale czy ktoś za chwile będzie o to pytał albo w ogóle pamiętał? Tylko że stawką jest tu życie i zdrowie bardzo wielu osób…..
Od tego wypadku na warszawskiej woli minęło niespełna 3 tygodnie. Czy ktoś jeszcze o nim pamięta? O teatrzyku ministra Gawkowskiego i jego zapowiedziach? Dziś przecież najważniejszy jest koń umyty na myjni samochodowej.
Najnowsze komentarze