Dziś może niewiele z tego już pamiętamy. Ale było to dość niedawno, zaledwie ubiegłorocznej wiosny. Z dnia na dzień wszystko zostało zamknięte. Jednego dnia staliśmy w korkach jadąc do swoich firm, mogliśmy przebierać w ofertach pracy i planowaliśmy wakacyjne wyjazdy. Następnego baliśmy się o życie, wiele osób straciło pracę, innym przynajmniej obniżono zarobki. Dziś mamy już szczepionki przeciwko koronawirusowi, ale warto pamiętać to, co było rok temu i wyciągać z tego wnioski. Bo nie wiadomo, co będzie dalej. I zastanowić się co by było, gdyby pieniądze przeznaczane co miesiąc na abonament Netfiksa czy innego Showmaxa wcześniej poszły na badania nad szczepionkami i lekami przeciwko wirusom?
Lepiej na Netfiksa czy na leki?
Populizm? Rok temu na wiosnę nasze dotychczasowe życie legło w gruzach. Prawdę mówiąc to byliśmy w czarnej d…. I, wybaczcie patos, my, czyli cała ludzkość. Skąd to się wzięło? Pozornie odpowiedz jest prosta: przez epidemię koronawirusa w Polsce i na całym świecie.
Ale przecież cały czas musieliśmy jeść, co oznacza konieczność robienia zakupów. Nie zmieniło się to, że musieliśmy gdzieś mieszkać, a nasze domy trzeba było ogrzać, dostarczyć do nich prąd i wodę czy odebrać śmieci. Ludziom z powodu koronawirusa nie przestały rosnąć włosy, więc musieli się strzyc. Samochody psuły się tak samo jak wcześniej i trzeba je było naprawiać. Więc dlaczego, jeśli nic się nie zmieniło, tak naprawdę zmieniło się wszystko? Z dnia na dzień sytuacja zmieniła się tak, że brakowało w Polsce rąk do pracy, a zaraz potem ludzie masowo ją tracili. To czym się mieli zajmować ci, których szukali pracodawcy? Dlaczego gospodarka z dnia na dzień legła w gruzach?
W mojej ocenie stało się tak, gdyż epidemia koronawirusa bardzo gwałtownie wymusiła zmianę naszego stylu życia. Pracy, ale co ważniejsze rekreacji, czyli sposobu spędzania wolnego czasu. Dlaczego ważniejsze? Bo nasz odpoczynek dla innych oznacza pracę i zarobek.
Koronawirus szybko i bezwzględnie odebrał nam mobilność. Zmusił do pozostania w domach. Dlatego do tąpnięcia najpierw doszło w branżach, które zarabiają na naszym czasie wolnym. Szeroko pojętej rozrywce: podróżach, imprezach masowych i gastronomii. W pierwszej kolejności zamknięto kina, stadiony, lokale i kluby. Padła turystyka. Ograniczono dostęp do galerii handlowych i…kościołów, które dla wielu osób są ważnymi miejscami do których przychodzą w wolnym czasie. Następnie, na zasadzie domina, zaczęły się przewracać pozostałe gałęzie gospodarki. Pojawiły się zatory pieniężne, a firmy straciły płynność finansową. Gospodarka zdechła.
Dlaczego tak się stało? Moja odpowiedz brzmi tak: bo obecnie ważniejsza stała się dla nas rozrywka niż funkcja przeżycia. Ponieważ nie musimy się już martwić o pożywnie, mieszkanie i jego ogrzanie, dużo ważniejsze stało się dla nas spędzanie wolnego czasu, którego też mamy znacznie więcej, niż wcześniej. Oczywiście tytułowy Neflix jest tu symbolem każdej branży, która nie jest niezbędna do naszego przeżycia: modowej, alkoholowej, evetowej, rozgrywek sportowych itp. Ciekawe jednak, że jeśli wyeliminujemy te wszystkie gałęzie gospodarki, których produkty czy usługi nie zaspokajają naszych najbardziej podstawowych potrzeb, to tak naprawdę niewiele już zostanie.
Miliony dolarów za…rzucanie do kosza
Dlatego raczej wolimy przeznaczyć miliardy dolarów na areny sportowe i produkcje filmowe niż na szpitale czy elektrownie? „Nowy stadion” czy „nowy aquapark” brzmi bardziej sexy niż nowy szpital, prawda? LeBron James i Robert Lewandowski zarabiają miliony dolarów, a lekarze, inżynierowie i naukowcy mogą tylko pomarzyć o takich pieniądzach. Nie mówiąc już o policjantach czy nauczycielach. Ostatni kontakt LeBron Jamesa opiewał na ponad 150 mln dolarów. Tyle dostanie za 4 lata pracy, polegającej na…rzucaniu piłki do kosza. A jaki jest pożytek z tego zajęcia? Czy na takie pieniądze może liczyć lekarz, od którego zależy nierzadko życie ludzkie? Podobnie jest z aktorami, których gaże liczy się również w milionach. Potrafią dobrze zagrać swoją rolę. I co nam to daje?
Oczywiście LeBron James nie dostaje tylu pieniędzy za to, że umie trafić piłką do kosza albo efektownie ją „zapakować”. To samo dotyczy innych sportowców, aktorów czy celebrytów. Ich praca polega na tym, że budzą emocje, ekscytację milionów ludzi na całym świecie. Jesteśmy naprawdę dużo płacić za chwilowy wybuch emocji.
Czasy w jakich żyjemy, spowodowały, że zapomnieliśmy jak, w gruncie rzeczy, kruche jest nasze życie. Ile zachodu trzeba, żeby je utrzymać i chronić. Mieszkańcom Nowego Jorku, gdzie szalał koronawirus, a jego ofiary liczone były w tysiącach, bardzo trudno było żyć w izolacji. Dlaczego? Bo wielu nowojorczyków jada wyłącznie „na mieście”, nie potrafi przygotować sobie posiłku ani nawet nie mają gdzie tego zrobić, bo w ich mieszkaniach nie ma kuchni ani żadnych sprzętów do gotowania. Nie mają w domach pralek, bo powszechnie używa się pralni samoobsługowych lub oddają oni brudne ubrania wyspecjalizowanym firmą. Stracili więc do pewnego stopnia normalne, życiowe umiejętności i teraz za to płacą bardzo wysoką cenę.
Jak dużą uwagę przyciągnie news o nowym leku na jakąś groźną chorobę? Zapewne sporą. A o nowych zdjęciach Kim Kardashian w kostiumie kąpielowym w mediach społecznościowych? Milion razy większą. Na giełdzie brylują firmy, które zajmują się produkcją…gier komputerowych. Aż tu nagle przychodzi taki czas, kiedy najważniejsze są nie high end- owe gadżety elektroniczne czy sneakersy za miliony monet, a… zwykły papier toaletowy.
Żebym został dobrze zrozumiany: nie mam nic przeciwko Nefliksowi, branży rozrywkowej, ani tym bardziej (jako kibic koszykówki) LeBronowi Jamesowi. Uważam jedynie, że zostały niebezpiecznie zaburzone proporcje, balans, między tym, ile wysiłku, czasu i pieniędzy przeznaczamy na zachowanie i ochronę życia, a ile tracimy na przyjemne spędzanie wolnego czasu. Sektory gospodarki, które zarabiają na tym, że pomagają nam zabijać wolny czas zaczęły zdecydowanie dominować nad tymi, których zadaniem jest zaspokojenie naszych podstawowych potrzeb, takich jak np. dostarczenie jedzenia. Oznacza to, że zatraciliśmy stopnia zdolności odróżniania tego, co naprawdę ważne, od tego, co nieistotne.
Czy to zapobiegłoby rozprzestrzenianiu się epidemii koronawirusa? Sądzę, że do pewnego stopnia tak. Ale nie myślę tu o epidemii w kategoriach medycznych lecz przede wszystkim w wymiarze społecznym czy gospodarczym. Wydaje się jednak, że gdybyśmy postawili więcej szpitali niż stadionów czy aquaparków, to teraz byłoby nam teraz znacznie łatwiej tę pandemię opanować.
A wracając do Netfiksa, Showmaksa czy innej tego typu firmy. Abonament kosztuje miesięcznie kilkadziesiąt złotych. I teraz pytanie: czy wszyscy ci, którzy oglądają seriale zgodziłby się przeznaczać podobną kwotę co miesiąc na badania nad szczepionką lub lekiem na koronawirusa? Szczerze wątpię.
Myślę, że płacimy dziś bardzo wysoką cenę za to, kim się staliśmy. Pytanie tylko czy ta epidemia koronawirusa nas czegoś w końcu nauczy.
Najnowsze komentarze