Marek Niedźwiecki ostatecznie wycofał pozew przeciwko firmie Polskie Radio. Audyt Listy Przebojów Trójki trwa, trwa i…trwa mać – jego wyników zapewne nigdy nie poznamy. W efekcie tej całej awantury docenić należy skuteczność prezes Polskiego Radia Agnieszki Kamińskiej, dzięki której mamy obecnie….trzy Trójki: stara Trójka, Radio Nowy Świat i Radio 357. Mimo, że od zdemolowania minął już ponad rok wzięło mnie na wspomnienia. Tym bardziej, że cala awanturka zaczęła się (czy ktoś to jeszcze pamięta?) od zwycięstwa piosenki Kazika Staszewskiego w LP3. A tak się składa, że i do Staszewskiego i do Trójki mam stosunek bardzo emocjonalny, stąd ten tekst. Znam się z nimi od jakiś 30 lat. W obu przypadkach mamy do czynienia ze zjawiskami, które na stałe weszły do polskiego kodu kulturowego. Również to, że zostały one wplatane do bieżącej polityki, a Trójka nawet padła na jej ołtarzu, jest dowodem jedynie na to, jak historia bywa przewrotna, a czasem złośliwa.
„Ciary” przy muzyce Kazika
Kazik Staszewski, w różnych swoich wcieleniach towarzyszy mi od jakiś 30 lat. Późna komuna, schyłek Jaruzelskiego. Z Trójką znam się krócej, ale też dość długo i dość ciekawie. Kiedyś, krótko, nawet z nią współpracowałem.
Z Kazikiem „znam” się znacznie dłużej. Pierwszy raz zetknąłem się z jego twórczością, kiedy zdobyłem gdzieś dwie płyty analogowe Kultu ”Kult” i „Spokojne”. Bardzo mi się one, szczeniakowi, spodobały. Mam je do dziś i czasem do nich wracam. Może nie do całych płyt, ale do poszczególnych piosenek tak.
Następna migawka z pamięci to kaseta „Spalam się”. Wspomnienie ważne z dwóch powodów: po pierwsze, że kaseta, co nieuchronnie przypomina mi młodość, a po drugi takich utworów wtedy nie było. To było absolutnie coś nowego. W końcu kaseta mi się zniszczyła, być może od zbyt częstego używania, ale też ówczesne magnetofony często wciągały taśmę. Pokolenie późnej komuny wie, o czym mowa.
Następnie dwie, znowu, kasety z muzyką Kultu, które zrobiły na mnie gigantyczne wrażenie to „Tata Kazika” i „Tata Kazika 2”. Bez przesady powiem, że w tamtym okresie słuchałem ich non stop, a przekaz był jeszcze wzmocniony filmem w telewizji o Stanisławie Staszewskim. Szczegółów już nie pamiętam, ale w tym czasie było to dla mnie ważne i bardzo się tym interesowałem.
Potem muzyka Staszewskiego towarzyszyła mi właściwie przez całe życie, ale trudno mi wyróżnić jakieś momenty. Za wyjątkiem dwóch. Chodzi o piosenki „Dziewczyna bez zębów na przedzie” i utwór „Gdybym miał kogoś” Kazika z Kwartetem Proforma. Za każdym razem mam przysłowiowe „ciary”, kiedy ich słucham.
To, że jest całe mnóstwo piosenek Kazika uważam za słabsze, nie zmienia faktu, że jest to dla mnie ważny artysta. Jednym z utworów, który mi się nie podoba jest piosenka o której wszyscy teraz gardłują „Twój ból jest lepszy niż mój”. Z powodów muzycznych pewnie bym na nią nie zagłosował, ale z czystej przekory? Kto wie…
Śledząc jednak ścieżkę artystyczną Kazika Staszewskiego nie uważam tej piosenki za jego wyjątkowy wybryk. Pamiętam utwory „Wałęsa oddaj moje sto milionów” czy „Panie Waldku”, za którymi też nie przepadam, a które odnosiły się do ówczesnych wydarzeń politycznych. Ok., Kazik taki już jest i albo się go takim kupuje, albo nie. Ja kupuję.
Moja „Trójka”
Z Trójką poznałem się dość późno, ale za to mam z nią ciekawe wspomnienia. Będąc młodym dziennikarzem trafiłem ze swoim reportażem radiowym na Myśliwiecką do „Radioaktywnego magazynu reporterów”. Tam osoba odpowiedzialna za ten program posłuchała go jednym uchem, zajmując się przy okazji milionem innych rzeczy, po czym powiedziała, że weźmie go, ale reportaż wymaga poprawek. W swojej pysze uznałem, że nie są one potrzebne, więc odczekałem jakiś czas i bez żadnych zmian wysłałem go ponownie. Po pewnym czasie zadzwoniłem do redakcji i usłyszałem, że po zmianach (których tak naprawdę nie było) słucha się już tego zupełnie inaczej i że go wezmą.
W każdym razie moja przygoda z Trójką skończyła się po kilku dosłownie audycjach ale cały czas jej słuchałem. Miałem też kontakt z Markiem Niedźwieckim dawno dokumentując jeden z odcinków „Kulisów sławy” programu Uwaga! TVN, poświęcony właśnie jemu. Miałem wówczas również kontakt, nie najłatwiejszy zresztą, z Piotrem Kaczkowskim, którego staraliśmy się namówić na „setkę”. A jest on również znany z tego, że nie pokazuje się publicznie. Piotr Kaczkowski wypowiedź dał, ale twarzy nie pokazał. Od Marka Niedźwieckiego dostałem wtedy trójkątny „trójowy” kubek. Chciałem się z niego napić kawy pisząc ten tekst, ale gdzieś mi się zawieruszył. Mam nadzieję, że się znajdzie.
Nie zaliczam się jednak do jakiegoś grona fanatycznych wyznawców Trójki, a nawet jest to dość trudna relacja, bo nigdy nie podchodziłem do niej bezkrytycznie. O ile muzycznie kupowałem ją prawie bez zastrzeżeń, o tyle z publicystyką było znacznie gorzej. Słucham regularnie (i pewnie będę słuchał nadal) Jana Ptaszyna Wróblewskiego i jego „Trzech kwadransów jazzu” co sobotę przed północą, z przyjemnością słuchałem „Mini Max-u”, „3 wymiarów gitary”, „Bielszego odcieniu bluesa” czy audycji „Strefa rock and rolla wolna od angola”, która mnie zawsze rozkładała na łopatki. Nie jestem też jakimś wielkim fanem smutnych pieśni fado, ale jakoś i audycje Marcina Kydryńskiego w niedzielne popołudnia mi pasowały. Podzielałem też uwielbienie Anny Gacek dla Nicka Cava i Lany del Rey (jeśli dobrze odczytałem emocje prowadzącej np. „Aksamit”). Prawdopodobnie dzięki Trójce dowiedziałem się o istnieniu takich wykonawców jak Kortez, Skubas, Organek czy Dawid Podsiadło.
Słuchałem też oczywiście Listy Przebojów i starałam się regularnie brać udział w jej głosowaniach. Mam też wrażenie, że dzięki mnie listę poznały i polubiły także inne osoby. Bardzo mi pasują też młodsze dzieci Listy, jak np. Top Wszechczasów czy Polski Top Wszechczasów. Uwielbiałem też poranki w Trójce. Trudno jakoś to opisać, ale działało to tak, że wsiadałem wczesnym rankiem do samochodu, włączałem Trójkę i od razu miałem lepszy humor. Przełączałem tylko wtedy, gdy zaczynały się wywiady z politykami.
Znacznie gorzej było z publicystyką. Też jej słuchałem, ale dość często mnie irytowała. Można powiedzieć, że z czasem coraz chętniej słuchałem muzyki, z coraz rzadziej publicystyki, z którą było coraz gorzej. Przy czym nie chodzi tu o okres od początku rządów PiS-u, ale o jakieś ostatnie 15 lat. Coraz częściej też zdarzało mi się słyszeć od innych osób opinie, że Trójki to się już teraz słucha tylko dla muzyki.
Czy Trójka była upolityczniona w tym najgorszym znaczeniu tego słowa? Oczywiście, że tak, podobnie jak wszystkie media publiczne w Polsce. Taka jest ich konstrukcja, wynikająca m. in. z modelu ich finasowania. Trójka, podobnie jak inne media publiczne, kołysała się w rytm kolejnych zmian obozu rządzącego.
Dlaczego więc jej słuchałem i mi to nie przeszkadzało? Trochę to irytowało, ale nie aż tak, żeby z jej słuchania rezygnować. Wynika to z tego, że Trójka jest (była?) zjawiskiem bardziej w sferze emocjonalnej, niż racjonalnej. To trochę jak z kibicami ukochanej drużyny sportowej. Nie chodzi o to, czy ona gra słabo czy dobrze i czy zajmuje górę tabeli czy środek. To jest po prostu ukochana drużyna i już. Jeśli przyjdzie ktoś z zewnątrz i powie „Ale oni słabo grają. Ten zawodnik jest za wolny, ten już za stary, a tematem ma nadwagę i trzeba ich wymienić”, to kibicie odpowiadają „Ale my przecież to doskonale wiemy. No i co z tego?”
Emocje, a nie fakty
Jaka była przyczyna kryzysu wokół Trójki? Odpowiedz jest oczywista: bo wplątane zostały w nią dwa symbole, które wpisane są w kod kulturowy naszych czasów. Oczywiście wydaje się, że piosenka Kazika była zbyt błaha, żeby wywołać taką aferę, ale w tym wypadku była to malutka kropelka, która przelała czarę goryczy.
Znacznie symbolu Trójki jest bowiem dużo większe, niż wynikałoby to z jej aktualnej pozycji na rynku mediów w Polsce. Po pierwsze, słuchacze zawsze bardzo silnie się z nią identyfikowali. Po drugie zaś, było to radio słuchaczy, którzy czytali książki, mieli swoje zdanie i potrafili je sensownie uzasadnić. Trudno ich kupić tępą propagandą. Po trzecie, jak już wspomniałem, Trójka to zjawisko bardziej emocjonalne niż racjonalne. A emocje oznaczają większe zaangażowanie. W mojej ocenie często słuchacze broniąc teraz Trójki, tak naprawdę chronią wspomnienia swojej młodości. Stąd wynika też tak duży zasięg tej afery, w tej chwili już międzynarodowy.
Nie wiem, jak inni słuchacze Listy Przebojów Trójki, ale ja np. mam głęboko w…nosie, czy miała ona swój regulamin czy nie i w jaki sposób były liczone głosy. Dla mnie ważna była przyjemność głosowania na swoje ulubione piosenki i przyjemność jej słuchania. Nawet, gdyby okazało się, że te głosy liczy siedmiu krasnoludków, a po cichu dosypuje je Ali Baba i 40 rozbójników, to i tak był głosował i słuchał Listy.
Nieszczęście Trójki polega na tym, że dostała się w sam środek obecnego fundamentalnego podziału społeczeństwa na część „pisowską” i „nie-pisowską” i afera wybuchała podczas ostrych sporów politycznych, wynikających z wyborów/nie wyborów prezydenckich. A jak wiadomo, kiedy dwa psy walczą o kość, to akurat ona nie ma nic do powiedzenia. Dlatego Trójka na naszych oczach została właśnie zmiażdżona. Jednak zarówno Kazik Staszewski jak i Trójka to zjawisko zbyt ważne i zbyt długo obecne w polskiej kulturze, żeby dały się wpisać w aktualną bijatykę polityczną. Stąd myślenie o tym kryzysie na płaszczyźnie politycznej jest bardzo prymitywne i po prostu głupie. Warto też pamiętać, że szarganie symboli, a z tym mamy tu do czynienia, rzadko uchodzi bezkarnie.
Trójka, taką jaką znaliśmy, się skończyła. Chociaż jej legenda to nie tylko ludzie, redakcja, ale również brand, siedziba przy Myśliwieckiej, częstotliwość, do której ludzie są przyzwyczaili, a nawet odruch wybierania Trójki w radiu samochodowym, zaraz jak się do niego wsiądzie. Poza tym przecież ludzie w tej stacji też się zmieniali w sposób „pozapolityczny”, odszedł np. Tomasz Beksiński. Ale jednak była zachowana ciągłość i ci nowi jakoś pasowali do DNA Trójki. Przecież np. Anna Gacek czy dr Tomasz Rożek stosunkowo późno dołączyli do jej zespołu, a przecież doskonale się w niej odnaleźli.
Paradoksalnie ta cała awanturka doprowadziła do powstania…dwóch następnych Trójek: radia Nowy Świat i 357. Obie stacje funkcjonują obecnie w modelu w pełni rynkowym – o ich bycie decydują wprost słuchacze, poprzez swoje dobrowolne wpłaty. I bardzo dobrze, bo radio jest dla ludzi, a media, które nie mają odbiorców są martwe. Zobaczymy, jakie będą ich dalsze losy.
Ale i tak strasznie szkoda starej Trójki.
Najnowsze komentarze