Szefowie dużych firm medialnych w Polsce ich istnienie i działalność uzasadniają obowiązkiem dostarczania informacji. Jak mantrę powtarzają, że odbiorcy mają prawo właśnie do informacji, a media tę bardzo ważną potrzebę zaspokajają. W rezultacie, jeśli włączy się jakiś informacyjny kanał telewizyjny lub wejdzie na stronę główną dowolnego internetowego portalu horyzontalnego to nieustannie pojawiają się tam nowe informacje. Non stop.
Problem jednak w tym, że najczęściej w żaden sposób nie są one odbiorcom do niczego potrzebne, a jedyną ich faktyczną funkcją jest wywołać u nich jakieś emocje, którymi, jak wiadomo, media się karmią. Prosty przykład: wypadek autobus miejskiego w Warszawie na moście Grota – Roweckiego, w którym zginęła jedna osoba. Trąbiły o tym wszystkie media i trudno się dziwić. Oczywiście jest to ważne dla tych, których bliscy czy znajomi byli w nim poszkodowani. Ale dla wszystkich innych?
Jeśli ktoś mieszka w Poznaniu, Wrocławiu czy Lublinie i nie ma nikogo w Warszawie, to jaką on ma korzyść z takiej informacji? Kto nawet pewnie się nie orientuje, gdzie most Grota – Roweckiego się znajduje? W jaki sposób ona go w ogóle dotyczy? Wydaje się, że w żaden, ale oczywiście chętnie obserwuje on medialny spektakl, choć gdyby pewnie go zapytać dlaczego, to pewnie miałby problem z odpowiedzią. Pewnie również dlatego media żyły tym intensywnie, ale…krótko. Podobnie jest w większością newsów, które szybko się pojawiają i równie szybko odchodzą w niepamięć.
Przykłady można by mnożyć. Weźmy tragiczną śmierć Kobe Braynta. Żył tym cały świat, pewnie było to wydarzenie również omawiane w Pcimiu Dolnym przez osoby, które nigdy nie interesowały się koszykówką. Po co im ta informacja? Tak naprawdę po nic. A dlaczego trąbiły o tym wszystkie media? Ponieważ słusznie spodziewały się, że przyciągnie to uwagę odbiorców. Wywoła u nich emocje. A zresztą przecież ludzie mają prawo do informacji.
Kluczowe pytanie jednak brzmi: czy są to informacje, które dostarczają odbiorcom jakieś wartościowej wiedzy? Pozwalają lepiej rozumieć rzeczywistość? I w końcu, nie bójmy się tego określenia, stają się dzięki takim wiadomościom mądrzejsi? Można mieć do tego poważne wątpliwości. Dlaczego w taki razie takie informacje są publikowane? Odpowiedz jest banalnie prosta: bo łatwo przyciągają uwagę. I tyle.
Podobnie jest z chipsami i colą. Oczywiście żeby żyć musimy jeść. Czy chpisy i cola mają jakieś istotne wartości odżywcze? Raczej nie, ale za to chętnie je jemy. Dlaczego? Bo są smaczne. I tyle.
Dlaczego uważam, że jedno i drugie są do siebie podobne? Ponieważ jedno i drugie nie jest nam tak naprawdę do niczego potrzebne, ale pochłaniamy je w wielkich ilościach. Z jednej strony mamy śmieciowe jedzenie, a z drugiej śmieciowe newsy czy dziennikarstwo.
Oczywiście nie jest tak, że w mediach ukazują się same bzdury i czasami można tam znaleźć również wartościowe rzeczy. Ale są to nader wyjątkowe sytuacje, na zasadzie, że zatroskani rodzice pociechy, chowanej na chipsach i coli, dadzą jej czasami banana lub jabłko, albo zmuszą do zjedzenia gotowanej marchewki.
Wybór w mediach
Jakiś czas temu mieliśmy wielką akcję „Media bez wyboru”. Posługując się dalej analogią z chipsami, myliłby się ktoś, kto uważałby, że była to krucjata o zdrowe jedzenie. Chodziło tu jedynie o taki wybór jak, dajmy na to, między Coca-colą a Pepsi-colą, czy między chipsami o smaku fromage tego lub innego producenta. Ale to nadal jest tylko cola czy chipsy, choć może są tacy koneserzy, dla których jest to istotne.
Dlaczego tak uważam? Ponieważ media w Polsce wyglądają tak, że, jako odbiorca, mam wybór między „Tańcem z gwiazdami” a „Dancing with the star” czy jakimś innym „Idolem” a „The voice of Poland”, „Na wspólnej” a „M jak miłość”, „Faktami” lub „Wydarzeniami”, „Uwagą!” a „Interwencją”, Wirtualna Polską czy Onetem czy między RMF a Radiem Zet. Wybór zatem jest? Oczywiście. Tylko że to wszystko razem wygląda żałośnie podobnie do siebie, trudno zauważać jakieś istotne, jakościowe różnice. Dokładnie jak między Coca-colą a Pepsi.
Stąd oczywisty wniosek, że ta akcja była jedną wielką hipokryzją. Przez lata media w Polsce grzeszyły licznymi uczynkami i zaniedbaniami: zwyczajną głupotą, bylejakością, chciwością, lenistwem intelektualnym, schlebieniem najtańszym gustom itd. Również tymi najgorszymi dla mediów: brakiem stawiania istotnych pytań, egzekwowania odpowiedzi na nie oraz upartym dążeniem do prawdy. Dziś za to płacą. Śmiem twierdzić, że gdyby media właściwie wypełniały swoją rolę i dbały o jakość debaty publicznej, dziś sytuacja polityczna byłaby zupełnie inna i wszystko zupełnie inaczej by wyglądało. Mój tok myślenia jest bardzo prosty: mądre media to mądrzejsze społeczeństwo, a więc szansa na lepszą władzę, które nie wymyślałaby durnych podatków. Dziś media bronią reklam, czyli kasy. Ciekawe jest to, że jakoś wcześniej nie były w stanie zorganizować się wokół innych wartości. Także proponuję, żeby każdy, który te media tworzył, zaczął od uderzenia się we własne piersi. Z naciskiem na „własne”. A ten, który jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. I oczywiście jestem w pełni świadomy, że jest to głos wołającego na pustyni…
Dlaczego sytuacja w mediach tak właśnie wygląda? Wydaje mi się, że powód jest dość prozaiczny: ponieważ oglądalność czy kliki da się dość prosto policzyć, a mądrości, pozornie, nie. Piszę „pozornie” ponieważ wydaje mi się, że taką miarą tego, na ile ludzie rozumieją rzeczywistość w której funkcjonują, są wybory. To jest właśnie ten moment, kiedy decydują o swoim życiu na podstawie tej wiedzy, jaką zdołali zgromadzić. A jaka ona jest łatwo stwierdzić chociażby na podstawie hitowego wpisie w mediach społecznościowych jeden z internautek, która dopytywała, czy 500+ jest wypłacane z budżetu państwa.
Wracając do mojej analogii: z tymi wyborami jest dokładnie tak, jakbyście swoje dziecko chowane na chipsach i coli zgłosili do biegu maratońskiego. i spodziewali się złotego medalu. A potem zdziwilibyście się, że pociecha padła na początku trasy.
Najnowsze komentarze