W Holandii byłem w sumie kilkanaście tygodni podczas dwóch pobytów. Raczej na prowincji, by nie rzec, że na wsi. Tym razem skupiłem się na tym, co widać z okna samochodu albo można zobaczyć nieśpiesznie jadąc rowerem. Ale to też zupełnie sporo mówi o mieszkańcach tego kraju.
Tomasz Bodył
Ład w przestrzeni publicznej
Pierwsza rzecz, która uderza przybysza z Polski, to wrażenie dużej przestrzeni. Po prostu widać wszystko po horyzont. Zapewne bierze się to z dwóch rzeczy: po pierwsze Holandia jest płaska jak naleśnik. Jadąc przez Holandię nie ma żadnych gór czy choćby pagórków, które ograniczałoby w jakikolwiek sposób widoczność. Być może również z tego wynika to, że często dość silnie tu wieje – wiatr ma się gdzie rozpędzić, ale brakuje naturalnych przeszkód, gdzie mógłby wyhamować. Tym bardziej, że właśnie zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam, żebym w ogóle widział czy jechał przez jakiś las. Nie widziałem ich.
I druga rzecz, może ważniejsza: wrażanie ładu w przestrzeni. Może przez kontrast z tym, co widać w Polsce. Wiadomo jak to u nas wygląda: tu jakaś walącą się chałupa, nigdy nie dokończony bliźniak, jakieś kulawe ogrodzenie, które niczego nie ogradza, tu jakieś szczątki bramki na łące, która robi za boisko….Holandia wygląda porządnie. Jak jest pole, to jest równe, od razu wiadomo, odkąd dokąd, a jak zabudowania to takie, jak należy. Jak jest kanał wodny to tak to dokładnie wygląda, a nie jak jakiś zarośnięty rów. Wszystko ma swój kształt, początek i koniec.
Być może wrażenie przestrzeni wynika też z tego, że w Holandii raczej nie spotyka się billboardów przy drogach czy ulicach w miastach. Będąc jakiś czas w tym kraju i przemierzając spory jej fragment mógłbym policzyć je na palcach jednej ręki. Bardzo mi się to podoba. Znowu – pewnie przez kontrast w Polską, gdzie bilbordów stoją miliony, zwłaszcza przy drogach.
Kolejną istotną różnicą jest to, że prawie w ogóle nie widać budowli sakralnych, kościołów czy cmentarzy. W Holandii jest ich bardzo mało albo tak bardzo nie rzucają się w oczy. W Polsce nie da się przejechać, żeby raz na jakich czas nie minąć większego lub mniejszego kościoła, nawet na wsiach czy w bardzo małych miejscowościach. Podobnie z cmentarzami. Tutaj jedynie raz czy dwa z bardzo daleka zamajaczyła mi w oddali jakaś budowla, która przypominała świątynię. Nie sprawdzałem, czy rzeczywiście nią była.
Podobnie jak nie widać kościołów, nie widać też… aptek. To nie znaczy, że ich nie ma, ale właśnie, że ich właśnie nie widać. W Polsce czasem mija się apteki dosłownie co 300 metrów, a tu wcale. Gdzie się kupuje leki? W sklepach spożywczych, a uniwersalnym lekiem dosłownie prawie na wszystko jest paracetamol.
Domy z brązowej cegły
Jeszcze na temat wrażenia dużej przestrzeni – w Holandii raczej nie stosuje się ogrodzeń, a jeśli są, to częściej ogradzają firmy niż zabudowania prywatne. Często ogrodzeń po prostu nie ma, czasem zdarza się jakiś murek na wysokości kolan, który służy wyłącznie ozdobie, a nie ochronie przed wtargnięciem obcych. Czasem też naturalnym ogrodzeniem są kanały, które działają jak fosy. Parę razy widziałem też ciekawy patent: sama brama, ustawiona na wjedzie, a dookoła nie ma płotu, tylko są właśnie kanały. Kontrast olbrzymi z Polska, gdzie pierwsze o czym się myśli to postawienie „siatki” czy płotu wokół posesji.
Wrażenie nieoddzielenia jest tym większe, że domy budowane są w ten sposób, że wejście jest od frontu na poziomie ziemi – nie widziałem nigdzie, żeby do domu w Holandii wchodziło się po schodach. I zaraz od frontu są duże, niczym nieosłonięte okna, przez które od razu widać, co dzieje się w całym mieszkaniu. Wrażenie jest takie, że jadąc rowerem, zwłaszcza wieczorem, kiedy wnętrza domów są oświetlone, widać wszystko, co tam się dzieje: kto robi kolację, a kto ogląda telewizji. Jeśli już widzi się firanki, to jakieś 10 cm u góry okien, znowu – jako ozdoba, a nie z powodu funkcji zasłaniania. W Polsce wygląda to zupełnie inaczej – mało, że musi być ogrodzenie, to jeszcze trzeba posadzić wysokie tuje, no bo co mi sąsiad będzie zaglądał w okna?
Domy są zwykle jednopiętrowe, z dwuspadowym dachem. Wszystkie podobne, z charakterystycznej, brązowej cegły. Zresztą również inne budynki są z niej stawiane. Wygląda na to, że coś takiego jak pustaki czy wielka płyta są tu kompletnie nie znane. Nie widziałem domów wyższych, ale również w miastach przeważa zabudowa niższa niż w Polsce. Raz, że nie ma bloków, albo jest ich bardzo mało, a już na pewno nie ma czegoś takiego jak wieżowce mieszkalne, na wzór naszych bloków z wielkiej płyty.
Jak się również dobrze przyjrzeć, to jest jeszcze jedna różnica. Nidzie nie widać talerzy anten sanitarnych czy cyfrowych. W Polsce jak jest wiadomo: nieważne czy w mieście czy na wsi, na co drugim domy czy balkonie są takie anteny. W Holandii nie widać ich zupełnie.
I jeszcze jedna istotna różnica: jadać rowerem przez holenderską wieś we wszystkich zabudowaniach widać ślady prowadzenia jakieś działalności gospodarczej. Trochę wygląda to tak, że co krok mija się potężne szklarnie – fabryczki, na tej zasadzie, że po prawej papryka, po lewej tulipany, dalej piwonie, chryzantemy czy pory.
Ciąg dalszy nastąpi w kolejnym wpisie.
Najnowsze komentarze